są takie jeszcze w Europie

F O L K L O R

czyli dla każdego coś


Kliknij i jeśli masz życzenmie, napisz


Z historii Pomorza
Kultura

  Budowle i obiekty przyrodnicze
  Zagadki ludowe
  Zdrowie a natura
  Przysłowia meteo
  Najstarsi muzykanci
  Twórcy
  Imprezy

ZESPOŁY oj gra ona, gra

Zespół Pieśni i Tańca Ziemi Goleniowskiej INA
Kapela Goleniowska
Kapela Rycha
Inne zespoły

Muzykanci

nie tylko na fujarce można grać

Drogi
MUZYKANTÓW LUDOWYCH
na Pomorze Zachodnie


    Po drugiej wojnie światowej na Pomorzu odbyła się niemal całkowita wymiana ludności. Ludność niemiecką przesiedlono do Niemiec, a na to miejsce napłynęła ludność polska. Transporty repatriantów z kresów wschodnich II Rzeczypospolitej mieszały się z powracającymi Polakami, którzy podczas wojny wywiezieni zostali na roboty przymusowe w głąb Niemiec. Do kraju wracali żołnierze polscy walczący na Zachodzie, przybywali też reemigranci z Francji, Belgii czy Jugosławii. Duża liczba ludności napływała także z głębi Związku Radzieckiego, wywieziona tam w roku 1939. Sporą grupę osadników stanowili przesiedleńcy z Polski centralnej.
    Wśród osadników na Pomorzu Zachodnim znalazło się sporo muzykantów i śpiewaków ludowych. Ich drogi na Pomorze były bardzo różne. Dla wielu z nich wiodły one przez syberyjskie łagry, niemieckie obozy koncentracyjne czy wojenne fronty w różnych stronach świata. Wielu przybyło do naszego regionu z przeludnionych i biednych wsi województw Polski centralnej wraz z całą grupą osadników. Ci ostatni przybywali na Pomorze Zachodnie często z własnej woli, widząc tutaj szansę lepszego życia, natomiast ci z kresów wschodnich II Rzeczpospolitej - pod przymusem, z żalem opuszczając rodzinne strony. Dla muzykantów, którzy siedzieli w sowieckich więzieniach lub obozach pracy, wyjazd do Polski na Pomorze Zachodnie był szansą przeżycia. Robotnicy przymusowi najczęściej wracali do dawnych miejsc zamieszkania, po drodze zostając na Pomorzu.
    Spośród osiedlających się na Pomorzu Zachodnim ludowych muzykantów należy wymienić również tych, którzy urodzili się w okresie międzywojennym poza granicami Polski. Było to związane z dość powszechną w okresie międzywojennym emigracją zarobkową Polaków do krajów zachodnich. Do pracy na obczyźnie wyjeżdżali ludzie młodzi, samotni bądź małżeństwa, i tam też rodziły się ich dzieci. Tam również dorastały i poznawały otaczającą ich kulturę i muzykę. Muzykanci z tej grupy mieli znacznie lepsze warunki bytowania niż na przykład muzykanci kresowi zesłani na Syberię czy muzykanci-żołnierze walczący na frontach. Stanowili oni dopełnienie wielokulturowego społeczeństwa napływającego do naszego regionu, przywozili bowiem ze sobą instrumenty i muzykę ludową z krajów, w których przebywali. Stąd więc zaraz po wojnie melodie niemieckie czy francuskie należały w naszym regionie do często wykonywanego repertuaru tanecznego na zabawach czy potańcówkach.
    Takim przykładem może być Antoni Pertkiewicz, który urodził się w 1927 roku w Niemczech we wsi Terezow koło Franzburga. Od dziesiątego roku życia zaczął się uczyć gry na harmonii, którą dostał od ojca na urodziny, i już po kilku miesiącach nauki grał niemieckie melodie na majówkach.
    Mimo że jego droga na Pomorze Zachodnie nie była tak długa i trudna jak muzykantów ze wschodnich kresów, to jednak miała swoje niemiłe wydarzenia.

Antoni już tylko myśli o muzyce i wspomina. Czerwiec_2001

    Podczas powrotu z Niemiec radzieccy żołnierze zabrali mu w Kutnie akordeon kupiony we Frankfurcie nad Odrą, za który to instrument, jak sam wspomina, oprócz normalnej zapłaty dał jeszcze dwie kostki masła i koguta. Antoni Pertkiewicz od 1946 roku mieszka w Nowogardzie, gdzie od samego początku przez wiele lat muzykował (grając początkowo tylko muzykę poznaną w Niemczech). W miarę upływu czasu grał coraz więcej polskich melodii ludowych i popularnych m.in. z zespołem ludowym "Żabowianki". Odszedł od nas na zawsze w grudniu 2003 r.
    Inną postacią z grupy reemigrantów zachodnich jest Władysław Załucki, urodzony w Saint Denis koło Paryża w 1927 roku. Tam nauczył się grać na harmonii guzikowej. W 1948 roku przyjechał na Pomorze Zachodnie do Golczewa, przywożąc ze sobą z Francji dwie harmonie, na których zaraz po osiedleniu zaczął grać na zabawach i weselach w Golczewie i okolicznych miejscowościach.
    Wśród opisywanych do tej pory dróg, które przemierzali ludowi muzykanci przybywając na Pomorze Zachodnie, nie może zabraknąć opisu szlaku, jaki przeszli polscy muzykanci, których podczas wojny wywieziono na przymusowe roboty do Niemiec. Byli to w większości muzykanci z centralnych województw Polski. Wielu z nich podczas pobytu na przymusowych robotach nie przerwało swojego muzykowania. Organizowali dla pozostałych pracowników potańcówki i grali na nich swojskie ludowe melodie.
    Do tej grupy można zaliczyć między innymi Stanisława Kasprzyka, urodzonego 7 maja 1926 roku we wsi Ostrów (woj. łódzkie). Pan Stanisław jeszcze jako chłopiec grał przed wojną w swoich rodzinnych stronach na harmonii podczas wiejskich potańcówek. Wiosną 1941 roku wywieziony został wraz z rodziną do Niemiec (wieś Volkenhein koło Berlina) do pracy w majątku. W Niemczech kupił sobie nowy akordeon i wraz z kolegą grającym na bębnie przygrywał wieczorami pracującym tam Polakom. W lipcu 1945 roku przyjechał do Nowogardu. Był to drugi i ostatni etap jego drogi z centralnej Polski do naszego regionu.
 Odszedł od nas nagle i niespodziewanie w grudniu 2002 r.

Stanisław przygrywał jeszcze nie tak dawno - i to ostro! Czerwiec 2001 r.

    Henryk Kondraciuk ur. 21 sierpnia 1921 r. w Woroblinie - już w wieku ok. 12 lat rozpoczął naukę gry na skrzypcach.
    W 1941 r. z Janowa Podlaskiego został wywieziony do Niemiec (Stad des KDF Wagens bei Falleisleben), gdzie pracował przy produkcji różnych rodzajów broni (min, pancerfaustów i V1). Od 1944 r. grywał tam na zabawach dla robotników zamieszkujących w jego obozie.
    W 1946 r. wrócił do Janowa, a w kwietniu 47 przyjechał do Konarzewa k/ Nowogardu. Dużo grał na zabawach, weselach, dożynkach - w zespołach o różnych składach przeważnie na skrzypcach. Grał w kapeli przygrywającej zespołowi "Żabowianki".

lipiec 2001

    Zmarł w listopadzie 2003 r. Ostatnie lata życia spędził jako mieszkaniec Nowogardu i opowiadał różne "opowiastki" (jak je sam nazywał).
Np.:
    Kum do kuma:
Jak się masz Bartoszu?
Mam gąsiora w koszu.
A jak tam żona, dzieci?
On mocno związany, to nie poleci!
Ach, ty kumie! - coś się upił, czyś ty głupi?
Jak kto kupi, to kupi!


    Kazimierz Antczak ur. 26.12.1934 r. W Gostyninie k. Płocka. Po wojnie próbował grać na ruskiej guzikówce, ale nie wciągnęło to go - jak mówi. W 1955 r. Przybył z rodziną do Wyszomierza. W tej wsi działała orkiestra strażacka w której trochę grał na trąbce. Orkiestrę prowadził kapelmistrz Redliński, który przyjeżdżał ze Szczecina. "Kupiłem sobie trąbkę i dopiero zacząłem grać to co chciałem i jak chciałem. W latach 60-ych grałem w zespole ludowym z Józefem Morawskim po weselach, zabawach, na dożynkach. Grywaliśmy dużo ludowych utworów, bo takie było zapotrzebowanie."
    Dzisiaj jako emeryt od czasu do czasu pogra sobie w swoim letnim domku.

tidi...

    Józef Morawski ur. 14 października 1934 r. w Chojnach k. Wielunia woj. łódzkie. W latach 1940-45 był wraz z rodzicami w Niemczech - wyspa Rugia. Po wojnie osiedlił się w Wyszomierzu a następnie od 1962 r. w Nowogardzie. Grać na akordeonie uczył się sam. Grał co słyszał - głównie melodie ludowe i popularne. Szybko zaczął grać w kapeli ludowej na zabawach i weselach. Odszedł od nas na zawsze w październiku 2007 r.

Kazimierz i Józef - lata 60-te!

    Konstanty Spurgiasz Urodził się 1. września 1933 r. Mieszkał na kresach wschodnich, gdzie już w wieku 6 lat rozpoczynał swoje muzykowanie, kiedy to jego starszy brat grał już na cymbałach i zakazywał nawet dotykania ich. Podglądał go pilnie, gdy grał. Natomiast przy każdej okazji, pod nieobecność brata w domu, wyciągał "zakazany" instrument i uczył się grać. Kiedy to na jednej z zabaw brat-cymbalista chciał zatańczyć z dziewczyną, która mu wpadła w oko, stwierdził: "szkoda, nie mogę, bo nie ma kto zagrać". Nieopatrznie wydała go siostra, która wiedziała o przebiegu rozwoju talentu i utrzymywanych w tajemnicy umiejętnościach "Kostka" stwierdzając: "...może zagrać Kostek, on potrafi, o tam biega na podwórzu!" Od tej pory już legalnie był muzykantem...
    W 1958 r. przybył wraz z rodziną na Ziemie Zachodnie z akordeonem kupionym za pieniądze, które otrzymał przed wyjazdem już z ZSRR na pożegnanie z rodziną. Tutaj pracował jako nauczyciel j. rosyjskiego i muzyki wykorzystując akordeon nawet w nauce języka. Długo nie pokazywał swoich umiejętności gry na cymbałach, aż w 2003 roku jako emeryt przypomniał sobie dziecięce lata i grę na tym instrumencie. Znalazł u znajomego (Morawskiego) stary instrument, na którym przypomniał sobie to i owo. W 2004 r. przy pomocy stolarza wykonał instrument dla siebie.

kak ja...

Teraz gra na nim dla dzieci, młodzieży i dorosłych wszystko to, co pamięta z tamtych lat i trochę nowszych melodii popularnych. Przegrał z chorobą. Zmarł 14. listopada 2008 roku.


    Aleksander Zagórski (1922-1987) Urodził się we wsi Budy, gdzie jako kilkuletni chłopiec, pod nieobecność ojca, brał jego skrzypce i grał na nich pasąc krowy. Uczył się także w ukryciu przed domownikami grać na klarnecie. W czasie wojny był w stalagu w Milbergu (Niemcy), skąd wrócił do miejscowości Serebryszcze (woj. lubelskie), gdzie osiedliła się jego liczna "zredukowana" przez wojnę o 5 os. rodzina. Od 1948 r. zamieszkał we wsi Zbereże, gdzie założył rodzinę. Grywał tu na zabawach najpierw jednoosobowo, bo był jedynym muzykantem we wsi. Później grał w zespole ze starszymi od siebie muzykantami - "weteranami" z innych miejscowości. W 1954 r. przybył wraz z rodziną w ramach akcji zasiedlania Ziem Zachodnich i zamieszkał w Jarchlinie. W latach 60. i 70. grał m.in. z Arkadkiem Żebrowskim, Józefem Morawskim, Kazimierzem Husarzem, Kazimierzem Śliwińskim i wieloma innymi muzykantami - na weselach, zabawach, i różnych imprezach z obrzędami ludowymi jak: zielone świątki, dożynki.

tyni, tyni

    Arkadiusz Żebrowski (1932-1996) Urodził się w Nakle. Wraz z rodzicami mieszkał w Ostrołęce. Pod koniec wojny przewieziony do Czarnocina jako jeniec. Od 1945 r. mieszkał na ul. Zamkowej w Nowogardzie później w Wierzbięcinie na kolonii. Naukę gry na akordeonie rozpoczął krótko po wojnie. Szybko zaczął grać na na imieninach, weselach, zabawach, dożynkach. Grał dużo ludowych i popularnych utworów. Próby odbywały się często w alei - pod kasztanami, bo nie zawsze można było je robić w domu. Na wesela jeździli motocyklem i rowerami.

........



    Są to tylko wyjątki z historii muzykantów ludowych - nie sposób opisać losy wszystkich. Przynajmniej te przytoczone wyżej niech świadczą o tym jak tworzyła się ludowa kultura muzyczna na Pomorzu Zachodnim. Więcej na ten temat można się dowiedzieć z opracowania książkowego: "TRADYCJE POLSKIEJ MUZYKI LUDOWEJ W KULTURZE POMORZA ZACHODNIEGO W LATACH 1945-1970" Bogdana Matławskiego.


Materiały źródłowe:
Bogdan Matławski: Przegląd Zachodniopomorski TOM XI (XL) ROK 1996 ZESZYT 1 MATERIAŁY
Rozmowy przeprowadzono 11 i 12.02.1995 r. w Nowogardzie i w Golczewie.
Informacje uzupełniające i dotyczące Kazimierza Antczaka, Henryka Kondraciuka i Józefa Morawskiego, Konstantego Spurgiasza, Aleksandra Zagórskiego, Arkadiusza Żebrowskiego, zebrał i opracował Ryszard Zagórski
Zdjęcia: Ryszard Zagórski

Wszelkie prawa zastrzeżone

 Bicycl
 Humor
 Technika i komp...
 Awans zawodowy

 Hiperłącza

  do stron:
    - związanych       z folklorem
    - przydatnych
    - dla ciekawych

Allegro - największe aukcje internetowe, najniższe ceny! Kup i sprzedaj!